czwartek, 27 listopada 2008

Zima, zima.



Przyszła zima. Prawdziwa, czysta, biała, cicha. Wyciągnęliśmy płaszcze i szaliki, które pachną nami sprzed roku. Kupiłam czerwoną wełnianą czapę, którą zostawię pewnie w jakiejś knajpie gdzieś pod koniec lutego, nie będzie mi już potrzebna, więc przestane na nią uważać.
Jemy mandarynki, pijemy grzane wino z cynamonem i pomarańczami, suszymy buty na kaloryferach, stajemy bezwiednie przy oknie i patrzymy w mgłę, na błyszczący śnieg, migające światełka na wzgórzach. Papierosy palimy rzadziej, krócej, łapczywie. W kawiarniach siadamy pod oknami i napawamy się ciepłem i szybkim krokiem przechodniów.
A wszystko to bez kiczowatej atmosfery świąt, choinek, świecidełek, mikołajków i kolęd w supermarketach.
Lubię.

Poniższe zdjęcia są autorstwa Marty, która świeżym okiem uchwyciła to czego ja przez obiektyw aparatu już nie widzę.


















8 komentarzy:

Izabela mama Heleny pisze...

Nareszcie! Zaglądam do Was codziennie a tu ciagłe nic :( Tęsknimy za Wami bardzo! A ja zazdroszczę Cii, droga K.i, braku tej całej kiczowatej otoczki związanej ze Świętami. Jeszcze nie zaczął się grudzieńi, a tu już pełno mikołajów, bombek itp. Koszmar. I pomyśleć, że to wszystko z okazji narodzin Tego, który przyszedł na świat w szopie. Paranoja! Ściskam Was gorąco z dalekiej północy ;)

Anonimowy pisze...

A to zdjęcie zupełnie u góry to skąd robione? W Bośni kultywuje się bogomilski prazwyczaj lepienia bałwana i patareńskie rytuały jazdy na sankach? :) pozdrawiam z Nowej Huty, gdzie niebo jest oblepione szarym, a chodniki mokrym, m.

Anna pisze...

Zazdroszczę Ci że możesz pokazać komuś swoje Bałkany - ja od paru lat usiłuję namówić kilka "postronnych" osób na wyjazd, ale ludzie mają własny obraz w głowie, i, niestety, nawet nie chcą go weryfikować...
Osobiście preferuję wiosnę, ale zima w Sarajewie ma kilka przyjemnych asocjacji :)

ps. Czytam Twój blog regularnie, ale postów o masakrach jakoś nie potrafiłam skomentować. Tymczasem pozdrawiam z zimnej i mokrej Warszawy. No dobra, z peryferii ;)

kry pisze...

Jak to miło widzieć, że nie piszę w pustą przestrzeń :)
Jeśli jesteś tą Anną o której myślę, a raczej nią jesteś, to zimowe asocjacje mamy wspólne :) Bardzo dobrze wspominam nasz pobyt w Sarajewie, wspólne mieszkanie, gotowanie i szwędanie się po śniegowej brei i inne rozrywki :)))

Anonimowy pisze...

ostatnio wysłałem komentarz, ale nie dotarł na stronę; chciałem się dowiedzieć, jak Sarajewo stoi z jazdą na sankach; ma wzięcie ta forma zimowej rozrywki? pozdrowienia znad Motławy! Stjepan II Kotromanić

kry pisze...

Czyli, że nad Mołtawę cie zawiało?

Spieszę z odpowiedzią na to frapujące pytanie, które z resztą zgłębiać zaczęłam jak zrobiło się biało. Jak mówią tubylcy zjeżdżać na sankach można z Bjelašnicy...
Sprzęt własny lub wynajem. Jakieś plany? Póki co śnieg się zmył. Pozdrawiam.
Kraljica Katarina.

ewawr pisze...

Maaało! Już czekam na kolejny wpis.pzdr.

kry pisze...

Och, nie wiem czy wytrzymam presję oczekiwań ;)