poniedziałek, 2 listopada 2009

Zmiany, zmiany, zmiany.


Przede wszystkim od razu zauważalne zmiany graficzne. Poprzedni szablon był już jakiś taki wyświechtany. No i często sam z siebie się rozstrajał, sam zmieniał czcionki, kolory tekstu i linków. Chociaż właściwie, tak z ręką na sercu, to nie są prawdziwe powody, które spowodowały ten krok. Postanowiłam swój blog, z kilku przyczyn, które za chwilę wymienię, przywrócić do żywych, i żeby uwolnić się od marnej przeszłości (mam tu na myśli przede wszystkim częstotliwość wpisów), zmieniłam jego wygląd. Bo jakakolwiek zmiana wyglądu – chociażby fryzury, ciuchów, wagi – daje to boskie poczucie zaczynania od zera, zmiana zewnętrzna jest pierwszym widocznym sygnałem rewolucji, krokiem ku świetlanej przyszłości, nadzieją na lepsze jutro... Złudne to, powierzchowne, trywialne i oczywiście bardzo łatwe, ale niech tam…, dajmy się ponieść tej magii i załóżmy, że mój blog w nowej szacie graficznej, będzie zupełnie nowym wspaniałym blogiem – z częstymi wpisami, mnóstwem zdjęć, uzupełnianym na bieżąco blipem i regularnymi odpowiedziami autorki na komentarze.

Jestem to winna samej sobie, ale przede wszystkim czytelnikom – moim przyjaciołom i rodzinie, którzy regularnie domagają się wieści s sarajewskiego frontu, ale także tym, który odwiedzili mój blog przypadkowo i pisali do mnie prosząc o radę lub informacje, składając przy tym ciekawe propozycje (no dobrze, miałam jedną, ale za to jaką!) i oczywiście zostawiali komentarze, na dodatek w większości pozytywne! Powodów dla których nie pisałam regularnie jest wiele i nie warto się nad nimi roztrząsać. Warto jednak wspomnieć te, dla których mam od dziś zamiar pisać regularnie: na pierwszym miejscu jest fakt, że od tygodnia nie pracuję i fizycznie mam więcej czasu co bardzo ułatwia sprawę; po drugie – od mojej przeprowadzki do Sarajewa minął już ponad rok i wydaje mi się, że zyskałam nareszcie konieczny do obserwacji dystans. Na początku wpadłam w wir urządzania sobie życia na nowo i choć tyle rzeczy godnych opisania działo się wokół mnie, to chyba nie byłam w stanie ich zamknąć w słowa. Koniec studiów, przeprowadzka do innego kraju, nowa praca, budowanie poważnego związku, czyli jednym słowem dorosłość okazała się trochę trudniejsza niż się spodziewałam. Oprócz tego wrodzona niechęć do emocjonalnego ekshibicjonizmu sprawiła, że nie miałam ochoty pisać o rzeczach, które pochłaniały mnie najbardziej. No i najważniejsze, wraz z przeprowadzką, z dotychczasowego obserwatora jakim byłam podczas studiów, stałam się częścią przedmiotu własnej obserwacji. Teraz oczywiście nadal nią jestem, ale mam nadzieję, że już potrafię wykorzystać te dwie perspektywy jednocześnie.

Mam nadzieję, że jestem gotowa na dotrzymanie wielokrotnie już łamanej obietnicy regularnego prowadzenia tego bloga. Jeśli tym razem się nie uda, to znaczy, że jestem przypadkiem straconym i potrafię pisać jedynie o tym, że nie piszę. A to będzie nieodzownym znakiem do likwidacji tego adresu. Ale póki co magia nowego wyglądu działa i wydaje mi się, że te eleganckie szaty graficzne skuszą mnie do napisania jakiegoś tekstu szybciej niż byście tego oczekiwali.

8 komentarzy:

I.nna pisze...

Świetna wiadomość, trzymam kciuki za motywację ;) Trafiłam tu przypadkiem, ale wracam i bardzo mnie cieszy perspektywa częstszych wpisów.
Pozdrawiam

kry pisze...

O!To jest dowód, że pisząc o nieznanych mi osobiście czytelnikach, nie przesadziłam.
Dziękuję, I.nna :)
Swoja drogą nie mogę uwierzyć, że nie wpadłam do tej pory a wasz kawowy blog. Świetny jest!

I.nna pisze...

Dzięki, miło że Ci się podoba. :)

Izabela mama Heleny pisze...

Czekamy na więcej :)

Anonimowy pisze...

Krysia, miła niespodzianka na święto zmarłych! Szczerze mówiąc, to spisałem twój blog na straty, a tu proszę. Mi też kiedyś najlepiej robiła zmiana fryzury, potem wszystko jechało lepiej. Szata graficzna fakt elegancka, taka prada się z twojego bloga zrobiła. Fajnie. Kibicuję, no a w rewanżu może będzie od wiernych riderów relacja ze ślubu?! Pozdrav tebi i K. Maciej.

Anna Gudarowska pisze...

Brawo za odwagę, głównie do składania takich deklaracji publicznie :)
Swoją drogą - ponad rok?! Byłam przekonana, że to już 2... Jaki ten czas jest dziwny.
Trzymam kciuki, Kry!

Ironwoman pisze...

hejhej! ja też tu zaglądam, i cieszę się z każdego wpisu! pisz, pisz, pisz! prosimy :)

Ironwoman pisze...

hejhej,
ja też tu zaglądam i cieszę się z każdego wpisu! pisz, pisz, prosimy!